Każdy z nas przynajmniej raz spojrzał na krasnala ogrodowego i pomyślał, że za tym uśmiechem kryje się coś więcej. Gnome From Hell potwierdza te podejrzenia: gdy tylko nikt nie patrzy, ozdoby ogrodowe ożywają i zabierają się do jednej rzeczy – zrujnowania życia pewnemu dziadkowi.
Kierujesz ekipą krasnali, która chce doprowadzić do szaleństwa zrzędliwego dziadka, nie dając się przy tym złapać. Nie chodzi tu o pieniądze ani o wielki spisek. Dziadek po prostu przebywał w swoim domu i miał pecha być sąsiadem ogrodu, który żyje własnym życiem. To właśnie ten rodzaj czystej i nieskomplikowanej motywacji, której brakuje w dzisiejszych grach.
Zdobywacie punkty chaosu, wykonując ekstrawaganckie zadania: rozbijając drogie wazony, wrzucając cenne przedmioty do toalety, pochłaniając jedzenie z lodówki i niszcząc meble. To jak przeprowadzka na odwrót i to bardzo kiepski pomysł. Najlepsze jest to, że gra opiera się na współpracy krasnoludków pod dowództwem jednego gracza. Jeśli dziadek złapie jednego, pozostali kontynuują „dziedzictwo chaosu”. Żaden poległy krasnoludek nie miał jeszcze tak mało sentymentalnego pogrzebu.
Dziadek patroluje korytarze, nasłuchuje każdego szmeru i rozstawia pułapki. Jeśli cię złapie, może wyrzucić cię przez okno albo wysłać do toalety „na zawsze” – co w przypadku gnoma brzmi bardzo ostatecznie. To jedyna gra, jaką znam, w której największym ryzykiem jest wylądowanie w szambie. Podoba mi się, że ostatecznym przeciwnikiem jest starszy pan w kapciach, którego pragnienie zemsty jest całkiem uzasadnione.
Tę zabawną grę opracowała firma Appwill Company LTD.